20-go lutego odbył się drugi pożegnalny lot Tornado, które w formacji 3 samolotów obleciało szesnaście lotnisk w Anglii. Łącznie samoloty te, przez 3 dni mają przelecieć nad 35 punktami, aby uczcić swoją prawie czterdziestoletnią służbę w Royal Air Force. Dziś w programie na drugim miejscu przelotu było słynne muzeum IWM Duxford. Jako iż było to najbliższe miejsce mojego domu (41 kilometrów) postanowiłem pojechać, a przy okazji zrobić kilka kadrów w muzeum.

Zgodnie z moim planem, miałem wejść do muzeum, zrobić kilka zdjęć i udać się na drogę Grange, aby wykonać zdjęcia ze światłem za plecami (w razie jakby się pojawiło), po czym wrócić na godzinkę do muzeum. Mój plan szybko spłonął na panewce, jak zobaczyłem kolejkę samochodów stojących przed parkingiem IWM, szybko zrezygnowałem i pojechałem prosto na Grange, gdzie musiałem poczekać godzinę na „flypast”. Z minuty na minutę robiło się coraz tłoczniej, a ogólna frekwencja mocno mnie zaskoczyła. Setki ludzi oczekujących na ostatni przelot Tornad nad IWM Duxford, a jak pomyśleć nad tym głębiej, to prawdopodobnie każde z 16 miejsc przelotu gromadzi takie tłumy… Jakby nie patrzeć jest to ikona brytyjskiego lotnictwa, samolot, który brał udział w konfliktach w Iraku, Kosowie, Afganistanie, Libii, czy ostatnio w Syrii. Zgodnie z planem, o godzinie 13:13 ujrzeliśmy na niebie oczekiwane maszyny.

Panavia Tornado GR.4

Przelot trwał kilka sekund, ale zdecydowanie warto było!

Po tej akcji szybko wsiadłem w auto, aby uniknąć tych gigantycznych korków i pojechałem do muzeum Duxford, gdzie już bez problemu wjechałem i zająłem spokojnie miejsce. Spieszyłem się, gdyż będąc na drodze Grange, lądował Wasp, brytyjski helikopter ze stajni Westland (wyprodukowano 133 sztuki). Chciałem go złapać podczas odlotu, a podejrzewałem, że przyleciał tylko na przelot. Nie myliłem się, ledwie wszedłem, zaparkowałem, a załoga już zmierzała na start. Bez wątpienia był to świetny bonus dnia!

Teraz mogłem już spokojnie udać się w stronę hangarów testować niedawno zakupione rybie oko. Zacząłem od najdalej oddalonego od wejścia i najbardziej efektownego hangaru, jaki znajduje się w Europie (takie jest moje zdanie). American Air Museum – to największa kolekcja USAF na Starym Kontynencie, bez wątpienia bardzo imponująca! Ponieważ całkiem niedawno byliśmy tutaj z kolegami z Polish Spotters Association UK, a osobiście byłem w Duxford wielokrotnie, to wykonałem tylko kilka kadrów, które chciałem, żeby różniły się od poprzednich wizyt.

B-52 F-4 Phantom F-111 Aardvark 

Najbardziej mi zależało na wejściu do hangaru Flying Aircraft, gdzie mamy samoloty latające na ogół podczas pokazów i zawsze wszystko tam wygląda inaczej. Niestety była jakaś akcja z radiowozem strażackim na parkingu obok budynku i nikogo nie wpuszczali. Maszerując w stronę wyjścia, kolejnym miejscem mojego stopu był hangar Conservation in Action – miejsce w którym odnawiają samoloty będące na stanie kolekcji, a największym projektem w tym momencie jest Handley Page Victor.

VictorTypnoon 2000T BAC Strikemaster

Kolejny hangar to Air and Sea i tutaj też połowa hangaru to ekspozycje stałe, a druga połowa regularnie się zmienia, gdyż mamy tu sporo maszyn latających z okresu II Wojny Światowej.

BuccaneerSea Vixen P-51 Mustang P-47 Thunderbolt

Na końcu został hangar AirSpace – gigantyczny hangar w którym znajdują się tak wielkie i znane samoloty jak: Lancaster, Comet, Concorde, Vulcan. Zdążyłem wejść jeszcze do Cometa, i zrobić kilka zdjęć w hali. Trident znajduje się obecnie na malowaniu, także niedługo wyjedzie z hangaru w świeżych i lśniących barwach.

Comet Lightning Tornado GR.1 Trident

Wraz z Robertem uświadomiliśmy sobie, że na tyle wizyt w Duxford co mieliśmy, nigdy nie pojawił się wpis poświęcony IWM. Owszem, były wszelkie wydarzenia z tego miejsca ze zdjęciami z muzeum, ale to nie do końca to samo. Zapraszamy do naszej serii WIZYTY W MUZEUM LOTNICTWA, gdzie na pewno wcześniej, czy później szczegółowe wpisy z Duxford się pojawią.

Pozdrawiam

Przemek