Za nami kolejny rok, już drugi w tych trudnych czasach. Na szczęście w tym roku było więcej możliwości do wykonywania zdjęć niż w porzednim, aczkolwiek wszystko jest jeszcze dalekie od poprzednich norm. Mogę śmiało stwierdzić, że był to dla mnie bardzo dobry rok pod względem lotnictwa. Odwiedziłem kilka nowych lotnisk, byłem w trzech muzeach lotnictwa, wziąłem udział w dwóch małych eventach, a nawet udało mi się zobaczyć jeden pokaz lotnictwa, a co najważniejsze – spełniły się moje kolejne lotnicze marzenia!

Wszystko zaczęło się oczywiście w STYCZNIU, gdzie trwała kontynuacja zeszłorocznych wizyt An-12 w Birmingham….

W LUTYM wizyty An-12 przerodziły się w prawdziwą „inwazję”! Było ich tyle, że już zacząłem wybrzydzać: „słabe światło”, „nie ten pas”, „takie zdjęcie już mam”, „jutro przyleci kolejny”… Z perspektywy czasu, żałuję, że nie brałem każdej, dosłownie każdej okazji. Jednak mam też świadomość, że było to bardzo trudne. Ale wiele okazji wziąłem też z okna sypialni, gdzie od lutego zamieszkałem na podejściu pasa 15. Co prawda zdjęcia z domu są bardziej dokumentalne i dla własnej satysfakcji, ale… od mojej pierwszej wizyty na słynnej Myrtle Ave (Londyn), zawsze mi się marzyło zamieszkać na progu pasa i obserwować/fotografować samoloty nie wychodząc z domu. Nigdy nie sądziłem, że spełnienie tego wielkiego marzenia przypadnie właśnie na lotnisko Birmingham… Luty to był jeszcze okres gdzie naprawdę nic, a nic się nie działo, a sensacją był regularny (chwilowy) lot A330 SAS z Brukseli do BHX.

MARZEC to kolejny miesiąc spędzony na lokalnym lotnisku Birmingham. Liczba Antonowów przebiła dwa poprzedine miesiące razem wzięte. Równiez ogólny ruch delikatnie się zwiększył, ale wciąż był bardzo mały, co utrudniało tylko fotografię Antków, gdyż przy bocznym wietrze startowali tak jak im się podoba, gdyż praktycznie nie było jeszcze wtedy żadnego ruchu, a my byliśmy już bez szans na zmianę miejsca. Było więc bardzo nieprzewidywalnie.

W KWIETNIU postanowiłem spontanicznie opuścić wyspy, co też przełożyło się na brak zdjęć, ale za to otworzyły się perspektywy na nowe plany lotnicze, które były do zrealizowania w kolejnych miesiącach. Niestety nie zabrałem ze sobą odpowiedniego teleobiektywu (200-500mm), gdyż miałem wrócić do UK po około trzech miesiącach, ale ostatecznie zmieniłem zdanie i utknąłem na spoterce z zaledwie 200mm na długim końcu. Oczywiście przełożyło się to głównie na zdjęcia militrnych maszyn, ale mimo to postanowiłem realizować plany.

Na pierwszy spotting wybrałem się dopiero pod koniec MAJA, a więc dokładnie po dwumiesięcznej przerwie. Postanowiłem odrobić sobie to z nawiązką i pojechałem do Ivano-Frankiwska, gdzie stacjonuje 114. Brygada Lotnictwa Taktycznego, która ma na wyposażeniu MiG-29. Drugim miejscem było lotnisko we Lwowie, które od końca maja zacząłem regularnie odwiedzać, a podczas mojej pierwszej wizyty wpadł w obiektyw Antonov An-12.

CZERWIEC spędziłem odwiedzając lotnisko we Lwowie kilka razy, a także wróciłem do Ivano-Frankivsk, gdzie pogoda zdecydowanie nie dopisała, a jechałem tam z nadzieją na wylot An-32, który ostatecznie odbył się dzień później. We Lwowie zapisałem na matrycy jedynie standardowy ruch, który też zaczął się zwiększać, a także poznałem kilku lokalnych spotterów. Miesiąc był też okrutnie gorący…

W LIPCU wróciłem ponownie do Polski, po której przemieszczałem się od Koszalina aż po Zamość odwiedzając przy okazji lotniska, pomniki i muzea. Było trochę statyki i dynamiki, odwiedziłem stare i nowe miejsca. Ogólnie miesiąc na bardzo duży plus, mimo iż ogniskowa 200mm dawała się we znaki.

Połowę SIERPNIA spędziłem jeszcze w Polsce, gdzie w końcu udało się odwiedzić Malbork. Dodatkową motywacją ku temu były tureckie F-16 stacjonujące tam w ramach misji Air Policing. Wyjazd przeszedł wręcz moje oczekiwania i na pewno będę szukał tam możliwości powrotu w przyszłości. Do tego dorzuciłem kolejne wizyty w Świdwinie, Krakowie, Gdańsku, Bagiczu, babich Dołach, czy lądowisku nadleśnictwa woj. Zachodniopomorskiego.

Po powrocie do Ukrainy czekała mnie parada lotnicza z okazji 30 rocznicy Dnia Niepodległości. Przy okazji pobytu w Kijowie ponownie odwiedziłem muzeum lotnictwa Olega Antonova, oraz Zhuliany. Jednak to parada była wydarzeniem na jakie najbardziej czekałem i było to moje kolejne marzenie spełnione w tym roku. Również miałem to szczęście, że mogłem wziąść udział w jednej próbie, a także okazało się, że Marynarka Wojenna ma swoją poradę osobno, na której można było oglądać demo dwóch helikopterów Mi-8. Bez wątpienia, zdjęcia Mi-8 są jednymi z najlepszych jakie wykonałem w tym roku, a możliwość zobaczyć w powietrzu po 4 sztuki Su-24, Su-25, Su-27 była wielkim przeżyciem. Również doświadczenie zdobyte podczas tej parady będzie procentować w przyszłości na kolejne takie uroczystości (jeśli będą).

WRZESIEŃ był najintensywniejszym miesiącem jeśli chodzi o lotnictwo: pokaz lotniczy, odpalanie silników Shackletona, kilka dni w górach na Low Level i nawet lokalne Birmingham zmieniło się nie do poznania. Również miałem szczęście i udało mi się złapać dziesiątego Antonova An-124 w East Midlands, niestety nie wystartował przed zachodem, ale w bonusie wpadł A330MRTT Arabi Sudyjskiej, który zatrzymał się tam w trakcie podróży za ocean.

PAŹDZIERNIK również był świetnym miesiącem. Przede wszystkim podczas jednodniowego wyjazdu z Wojtkiem i Olimpią osiągnałem moje 3 tegoroczne cele: spotting w RNAS Yeovilton, wizyta w Cotsword oraz RAF Fairford, gdzie rozpoczynał się deployment B-1. Bonusem tego wyjazdu były zdjęcia nocne z udziałem Navy Wings. Ten jeden dzień był tak dobry, jak niekiedy cały miesiąc.

W międzyczasie na Birmingham, oraz z okna sypialni zanotowałem kolejne Antki i special Brussels Airlines.

W połowie miesiąca miałem świetną okazję przenieść się na okres 4 tygodni do pracy do Carlisle w Lake District. Otworzyło mi to okazję, aby spędzać dni wolne w górach na Low Level i zobaczyć dwa lokalne muzea lotnictwa: Solway Aviation Museum w Anglii, oraz Dumfries & Galloway Aviation Museum w Szkocji.

LISTOPAD rozpocząłem od kolejnych zdjęć w górach (LFA17), tym razem trafiając 2 z 4 założonych celów – A400 i Phenom. Udało się idealnie – Phenom wpadł dwa razy, A400 raz, a Tutor niestety przeleciał nad głową jak dojeżdżałem do parkingu. Łącznie w Lakes ustrzeliłem 9 maszyn w 4 dni. Jeden dzień był pechowy, bo poleciało wsyztsko inną trasą, ale niestety tak jest w Lakes, dlatego zdecydowanie preferuję Walię.

Po powrocie do domu z czterotygdniowego pobytu w Lake District, ponownie wraz z Wojtkiem i Olimpią zrobiliśmy jednodniowy wyjazd – tym razem do RAF Leeming. Oczywiście naszym celem w Leeming były szwajcarskie F-18, które przebywały tam na ćwiczeniach Yorknite ’21. Pogoda zapowiadała się obiecująco, ale im bliżej było końca dnia, tym niebo robiło coraz ciemniejsze, aż ostatecznie ledwie było coś widać i spadł deszcz. W drodze powrotnej zachaczyliśmy Manchester na nocne zdjęcia.

Również w Birmingham udało się zrobić nocne zdjęcia, przy okazji prób łapania An-26, a ostatniego dnia miesiąca zawitał do nas ponownie… An-12 😀

W GRUDNIU trochę się w Birmingham ruszyło pod względem Antonovów i dość regularnie zaczął zaglądać do nas An-26 Raf-Avia, a także korzystałem z okazji łapiąc po raz kolejny Antki An-12. Trzy dni przed końcem roku miałem okazję, aby uwietrznić na matrycy linię lotniczą Neos, której nigdy wcześniej nie widziałem, dobijając w ten sposób do 368 sfotografowanych linii lotniczych. Ze względu na niemal codzienną pracę, zdjęcia na lotnisku robiłem nocą, a w dni wolne odpoczywałem, więc samoloty fotografowałem tylko przez okno sypialni.

Z tego miejsca chciałbym podziękować wszystkim za wspólny czas, który poświęciliśmy wykonując nasze hobby, a także życzę wszystkim spełnienia marzeń w przyszłym roku – nie tylko tych lotniczych!

Pozdrawiam

Przemek